Historia znalezionego portfela

Lost leather wallet on empty bench

Pan Wiesław i pani Anna są małżeństwem od 50 lat. Od przejścia w stan spoczynku zawodowego wiodą spokojne, ułożone życie. Kiedy nie spędzają czasu w domowym zaciszu, chętnie chodzą na działkę, znajdującą się 0,5km od ich domu. To okazja do spaceru i zebrania owoców oraz warzyw, które hodują. Jednej wiosny, wracając z działki, pan Wiesiu zauważył leżący na chodniku, damski portfel. Z trudem przykucając, podniósł go, rozglądając się jednocześnie i wypatrując kobiety, która mogła go zgubić. W zasięgu jego wzroku nie było jednak nikogo.

– Aniu, co z tym zrobić? – zapytał żony ze zmartwioną miną.

– Przejrzyj, może są jakieś dokumenty z adresem, to oddamy. A jeśli nie, odniesiemy na policję lub do urzędu gminy – odparła małżonka.

Okazało się, że w środku nie było dokumentów. Były natomiast zdjęcia roześmianych dzieci, 120zł w gotówce i bardzo długa lista zakupów. Nie mieli wyboru, więc następnego dnia udali się na najbliższą komendę policji i tam zostawili portfel. Od policjanta przejmującego znalezisko dowiedzieli się, że to był jedyny słuszny krok, jaki mogli wykonać. Wyjaśnił im, że znaleziony portfel lub dokumenty należy dostarczyć na policję albo do biura rzeczy znalezionych, jeśli takie działa w pobliżu.

Wieczorem pan Wiesiu podzielił się z żoną wątpliwościami:

– Jeśli właścicielka sama nie zgłosi się na policję, to nigdy nie odzyska portfela…

– Nic na to nie poradzisz. Dobrze, że to nie była cała jej wypłata – odparła pani Ania.

– Ale dla niektórych 120zł to szansa na przeżycie całego tygodnia… – wciąż zamartwiał się pan Wiesiu.

Jakież było zdziwienie jego małżonki, gdy nazajutrz po śniadaniu pan Wiesiu wybył na ponad godzinę twierdząc, że musi załatwić coś ważnego. Wrócił z grubym plikiem wydrukowanych ogłoszeń. Na każdym znajdowała się informacja o znalezionym portfelu. Nie podał szczegółów, by uniknąć fałszywych zgłoszeń. Podał natomiast swój adres, by samodzielnie przekonać się, że ten, kto się zgłosi, będzie prawowitym właścicielem, znającym zawartość portmonetki. Mężczyzna, za zgodą mieszkańców, o którą pytał każdego napotkanego sąsiada, rozwiesił swoje plakaty na drzwiach klatek schodowych pobliskiego osiedla i niektórych słupach wzdłuż ulicy.

Pewnego dnia, chyba 2 tygodnie od chwili, gdy Pan Wiesław znalazł portfel, ktoś zapukał do drzwi. Pani Ania otworzyła i przez chwilę rozmawiała, po czym weszła do pokoju gościnnego wraz z obcą kobietą. Z promiennego uśmiechu żony pan Wiesiu wyczytał dobrą nowinę.

– Wiesiu! Ta pani szuka portfela! Bordowego, z metalową klamerką, dwiema przegródkami i zdjęciami dzieci! – z ekscytacją powiedziała pani Anna.

Okazało się, że pani Jola to samotna matka pięciorga dzieci. Gdy jednego razu źle się czuła, najstarszą trójkę wysłała po zakupy. Dzieci jak to dzieci – w ramach rozrywki wydłużyły sobie spacer, a podskakując i biegając, zgubiły portfel matki. Kiedy w sklepie okazało się, że nie mogą zrobić zakupów, szukały go przez całą drogę powrotną, lecz nie było po nim śladu. Mieszkają na obrzeżach miasta i gdyby nie czysty przypadek, pani Jola pewnie nigdy nie zobaczyłaby plakatów i nie odzyskała portfela. Tym bardziej że nie miała pojęcia, iż może go szukać na komendzie. Kobieta z pewnym zażenowaniem przyznała też, że żyje tylko ze skromnej renty po zmarłym mężu i pomocy społecznej, dlatego nie jest w stanie wypłacić nagrody. Dodała, że kwota, jaka była w portfelu, to dla niej wręcz fortuna, ale gdy chorowała, musiała zdać się na dzieci, które miały zrobić zakupy na cały tydzień.

Starsze małżeństwo nawet nie pomyślało o nagrodzie. Pan Wiesiu był niezmiernie uradowany, że jego metoda zadziałała i właścicielka portmonetki została odnaleziona. Pani Jola jeszcze tego samego dnia odebrała zgubę, a następnego pojawiła się w domu starszego małżeństwa, przynosząc podarunki.

– Pieniądze musiałam już wydać na podstawowe produkty dla dzieci, ale przynajmniej tak chciałabym się państwu odwdzięczyć – powiedziała, wręczając koszyk jajek od swoich kur i parę słoików przetworów, które co roku robi z własnych owoców.

Tego wieczora pan Wiesiu zasnął już spokojnie, ogromnie dumny ze swojego pomysłu i szczęśliwego finału całej sprawy.