Na miłość nigdy nie jest za późno

Portrait of cheerful senior couple enjoying day in countryside

Pani Ela to pełna wigoru 60-latka. Korzysta z życia pełnymi garściami, dość często podróżując i spotykając się ze sporą grupą koleżanek. Cały czas jest tez aktywna zawodowo – pracuje na pół etatu. Po nieudanym związku i skomplikowanym rozwodzie postanowiła, że skupi się na spełnianiu marzeń z lat młodości i tak też czyniła, nie planując wikłać się w nową relację z mężczyzną. Wolała zwiedzać nieznane jej dotąd zakątki Polski, sprawiać sobie drobne przyjemności, regularnie bywając u kosmetyczki i w ośrodkach odnowy biologicznej czy też uczestnicząc w zajęciach rozmaitych kółek zainteresowań. Często podkreślała, że ma wszystko, co jest jej potrzebne do szczęścia.

– Elżuniu, ale jak to, skoro ciągle jesteś sama? – zagajały czasem koleżanki.

– A na co mi problemy?! – ze śmiechem odpowiadała twierdząc, że była już żoną i nie ma ochoty być nią kolejny raz.

Mężczyzny brakowało pani Eli tylko incydentalnie – gdy chciała zrobić przemeblowanie i musiała prosić o pomoc sąsiadów lub gdy popsuła się pralka lub kran i musiała wzywać fachowca, zamiast pozostawić naprawę partnerowi. Czasem brakowało też męskiego ramienia, które obejmie lub kogoś, z kim po prostu można porozmawiać, gdy wraca się wieczorem do domu. Nigdy jednak nikomu o tym nie mówiła. Wolała wierzyć, że lepiej, gdy jest sama i samodzielna, niż gdyby znów musiała rezygnować z planów i pasji dla jakiegoś apodyktycznego mężczyzny.
Podczas pewnego spotkania u jednej z koleżanek, pani Ela została przedstawiona jej szwagrowi. Panie plotkowały w salonie, mężczyźni siedzieli w innym pokoju, więc skończyło się na grzecznym powitaniu i podaniu ręki. Przyjaciółki sugerowały pani Eli, ze powinna zwrócić uwagę na pana Edwarda, bo od kilku lat jest on wdowcem, a w dodatku jest dość zamożny i ma wiele pasji, które mogłyby ją zaciekawić. Pani Ela puszczała to mimo uszu. Koleżanki wiedziały jednak lepiej…

– Halo? – odezwała się pani Ela, odbierając telefon od nieznajomego numeru. – Halo? Kto dzwoni? – zniecierpliwiła się trochę, gdy nie usłyszała odpowiedzi.

– Yyy… Dzień dobry, z tej strony Edward. Nie wiem, czy mnie pani pamięta, ale poznaliśmy się przed kilkoma dniami… Małgorzata dała mi numer… – męski głos brzmiał dość niepewnie.

– Tak, pamiętam – odparła krótko.

Po chwili jąkania, mężczyzna zaczął mówić zdecydowanie swobodniej. Wyjaśnił (choć pani Ela wiedziała to już od koleżanek), że mieszka w Niemczech i przyjechał do Polski tylko na 2 tygodnie. Skarżył się też, że jego brat całymi dniami siedzi w pracy, a szwagierka nie podziela jego pasji. Po długim wstępie, zapytał w końcu, czy pani Ela zechciałaby poświęcić mu czas i pospacerować, pokazać nowe miejsca w stolicy, bo dawno nie był w rodzinnym mieście na dłużej niż weekend i chciałby zobaczyć, jak wiele się zmieniło. Bez większego entuzjazmu, ale ulegając prośbom Edwarda – Ela zgodziła się w końcu spędzić z nim ten dzień.

Ku zaskoczeniu pani Eli, wycieczka była naprawdę przyjemna. Pan Edward okazał się wspaniałym rozmówcą i niektórych jego historii słuchała z zapartym tchem. Sama też dużo opowiadała. Odkryli, że mają wspólne zainteresowania, ale nie skończyli o nich rozmawiać, bo pani Ela musiała iść do pracy. Na odchodne pan Edward zaproponował spotkanie następnego dnia. Mieli pójść do teatru, który oboje uwielbiają.

Pan Edward przyszedł punktualnie, ubrany w elegancki garnitur i z piękną orchideą dla nowej znajomej. Kobieta była już gotowa. W jego oczach wyglądała oszałamiająco! Doskonała była również sama sztuka. W teatrze nie było jednak szansy na rozmowę, więc pan Edward zaproponował, by udali się jeszcze na kolację. Zgodziła się. Dziś, z perspektywy czas, pani Ela twierdzi, że to była jedna z najlepszych decyzji w jej życiu. Kolację skończyli bowiem wraz z godziną zamknięcia lokalu. Później pan Edward odprowadził ją do domu i zaproponowała, by wszedł jeszcze na chwilę i dokończył opowieść o swoich podróżach. Rozmawiali niemal do świtu, a następnego dnia już wczesnym popołudniem nowy kolega zadzwonił zapytać, czy pójdą razem na nordic walking. Kolejnego dnia umówili się na wycieczkę rowerową. Byli też na basen, na pikniku poza miastem i na pokazie paralotniarskim. Do kina już nie zdążyli, bo pan Edward musiał wracać do domu.

– …to nic, za 2 tygodnie jadę do Edzia, a jeśli uda mi się wziąć wolne w pracy, za miesiąc wyjedziemy na 2 tygodnie w Alpy! – z wypiekami na twarzy skończyła pani Ela opowieść o panu Edwardzie.

– Ale jak to Elżuniu, na co ci problemy? – chciała dogryźć pani Małgosia.

– Problemy? Kochana, jeszcze nigdy tak się nie czułam! Nie wiedziałam, że stan zakochania jest taki wspaniały! – skwitowała szczęśliwa pani Ela.